PREMIERA: 2020 Nissan Juke – jeszcze „Dziuk”, czy już „Dzik”?

Nissan wykonał właśnie kompletnie nieoczekiwany manewr: niemal zupełnie nie zmieniając swego bestselleru, zrobił z niego kompletnie nowy samochód z szansami na szlagier nie w skali marki, a w skali rynku europejskiego.

Nowy Juke zachował całą ideę stylistyczną, jaka przyświecała wprowadzonemu na rynek 10 lat temu poprzednikowi. Poprzednikowi, dodajmy, który nikogo nie pozostawiał obojętnym: jedni uważali go niemal za abominację w oczach Boga, inni padali na kolana przed tym różniącym się od wszystkich innych aut na rynku cudakiem.

Przyznam się, że należałem do tych pierwszych – ale doświadczenie w zawodzie dziennikarza motoryzacyjnego kazało mi w nim dostrzec także wielką indywidualność. Co o tyle się potwierdziło, że nawet dziś, przed oficjalną premierą rynkową jego następcy, Juke nr 1 wciąż jest świeży designersko i wciąż ma tysiące fanów.

Dlatego od dawna czekałem, co Nissan z tym wszystkim zrobi. Czy będzie mieć dość siły, by zachować tę odrębność, tę wyjątkowość, gdy wiadomo wszystkim, że nowy Juke i nowe Renault Captur będą właściwie bliźniakami?

Już jest niemal wszystko jasne. Nissan – jak to się ładnie mówi – „nie spękał”. Nowe auto, choć technicznie rzeczywiście właściwie identyczne z crossoverem partnera w Alliance Nissan-Renault, jest bezapelacyjnie Nissanem.

I absolutnie, bezdyskusyjnie, jednoznacznie – Juke’iem.

Nie pamiętam, by jakakolwiek firma motoryzacyjna kiedykolwiek dokonała takiego wyczynu. Jasne, zdarzały się genialne nawiązania albo wręcz nowoczesne wcielenia legendarnych modeli (jak choćby Fiat 500), ale żeby zrobić bezpośredniego następcę w taki sposób? Nowy Juke ma wszystkie stylistyczne cechy swego „ojca”, poczynając od „piętrowych” i postawionych do góry nogami lamp przednich, na przetłoczeniach bocznych i kształcie lamp tylnych kończąc, ale i wewnątrz wystarczy wsiąść, by poczuć się niczym w… Nissanie Juke!

A jednak… Jednocześnie absolutnie wszystko jest inne, dopracowane, lepsze o lata świetlne. Oczywiście, wszystko, co jestem w stanie ocenić bez uruchamiania auta. Samochód jest o wiele większy – sam rozstaw osi zwiększono o monstrualne 10 cm! Mnóstwo miejsca mają pasażerowie przednich foteli, ale kanapa tylna stała się cywilizowana, wręcz komfortowa, a w dodatku w dwie dorosłe osoby można tu swobodnie wytrzymać choćby i dłuższą nasiadówkę. Bo gdy usiadłem „za sobą” (wsiadłem do tyłu po ustawieniu fotela za kierownicą idealnie do swoich wymagań), miałem jeszcze jakieś 3 cm luzu przed kolanami. A pod przednimi fotelami jest mnóstwo przestrzeni na stopy pasażerów tylnych.

Aha, jeszcze dość ważna rzecz jeśli chodzi o pozycję: napisałem wyżej, że ustawiłem fotel za kierownicą idealnie do swoich wymagań, bo dokładnie to miałem na myśli. Zakresy regulacji świetnego fotela i kierownicy są ogromne i pozwalają znaleźć pozycję optymalną. Ale nie tylko pozycja jest optymalna – także sposób sterowania funkcjami pokładowymi nie pozostawia nic do życzenia. Owszem, pod wieloma względami natychmiast sugeruje, że to Nissan, ale funkcjonalność i ergonomia są jak na tę klasę wybitne. I o kilka klas przebijają nie tylko obecnego Juke’a…

Ponadto samochód jest pełen najnowszych technologii – poczynając od seryjnych w każdej specyfikacji lamp głównych full-LED po obfitą paletę systemów wsparcia i ochrony, z możliwością dokupienia kompletnego pakietu półautonomicznego.

No i bagażnik… Nowy Juke ma aż 422 l objętości bagażowej z dwupoziomową podłogą. To naprawdę poważny samochód rodzinny.

A żeby już nikt nie miał wątpliwości, że „w mieście jest nowy szeryf”, Nissan proponuje mnóstwo kombinacji kolorystycznych. Kombinacji, bo dach może być w innym kolorze niż reszta karoserii.

Reasumując: jeśli auto jeździ również tak dobrze, jak wygląda, jak zostało wykonane i wykończone, to szykuje się wielki przebój. A ponieważ ma również dobrą cenę – od 67 900 zł! – to kłopoty szykują się również dla liderów innych, wyższych segmentów.

Nasz, potencjalnych nabywców, problem jest jeden: Juke to model przewidziany właściwie wyłącznie na Europę (może jeszcze pojawi się w Turcji, ale to już by było „na tyle”). I będzie w Europie dostępny tylko z jednym silnikiem: benzynową jednostką 1.0 Turbo o mocy 117 KM, znaną z modelu Micra jako najmocniejsza jej wersja. Nie tylko nie ma mowy o topowym poprzedniku 1.6/200 KM czy o dieslu, ale co ciekawe, wykluczona jest nawet hybryda – a przecież Nissan ma zupełnie nowy zespół napędowy tego typu i już go stosuje w autach na Dalekim Wschodzie.

Tekst: Maciej Pertyński
Zdjęcia: Michał Śniadek, Nissan

2020 Nissan Juke – zdjęcia z premiery

Subskrybuj nasz nowy kanał YouTube i oglądaj videotesty:

One thought on “PREMIERA: 2020 Nissan Juke – jeszcze „Dziuk”, czy już „Dzik”?

Dodaj komentarz