TEST: Lexus LC 500 – definicja grand tourera

Do redakcji ponownie zawitał fenomenalny Lexus LC, który rozkochał mnie w sobie raz jeszcze. Tym razem w topowej wersji z 5-litrowym V8 generującym istny orgazm dla uszu.

Lexus LC to samochód, który fascynował mnie od czasu pierwszej publicznej premiery na targach motoryzacyjnych w Detroit w styczniu 2016 roku. Nie spodziewałem się, że Lexus jest w stanie wprowadzić do seryjnej produkcji tak przepiękny samochód i względem koncepcyjnej wersji tak niewiele zmienić.

Auto jest po prostu przepiękne. Smukłe linie, olbrzymia maska, futurystycznie wyglądające reflektory przednie i tylne, a także masywne tylne nadkola dają nieprawdopodobny efekt i naprawdę ciężko jest spotkać osobę, której ten design się nie podoba. Dla mnie LC to jeden z najpiękniejszych samochodów jakie dziś można kupić za rozsądne pieniądze.

Pierwszy raz miałem okazję zasiąść za jego kierownicą w grudniu 2017 roku, jednak była to wersja hybrydowa wykorzystująca 359-konny układ, w którym silnik V6 grał główne skrzypce. Pozostawiła ona spory niedosyt, więc czym prędzej umówiłem do testu topową odmianę LC 500 z nieskazitelnym, 5-litrowym silnikiem V8.

W tej konfiguracji, Lexus LC to samochód dla konserwatywnych fanów motoryzacji, a nie pseudo-ekologów, którzy myślą, że minimalnym ograniczeniem emisji spalin nowych samochodów uratujemy planetę, podczas gdy sąsiad Janusz kopci swoim 30-letnim dieselem, a autobus podmiejskiej komunikacji miejskiej zostawia tak dużą chmurę dymu, że aż ciężko się oddycha, gdy przejeżdża.

Pod maską tego egzemplarza znajdziemy najbardziej chwalebny silnik japońskiego producenta, czyli klasyczne V8 bez jakiegokolwiek turbodoładowania i elektrycznych wspomagań. Jest to dokładnie ten sam silnik, który przez lata oferowany był w topowych sportowym modelach z dopiskiem “F” w nazwie, czyli IS F, GS F oraz RC F.

Jednostkę tę można nazwać generatorem uśmiechu. Wciśnięcie guzika “start engine” uruchamia symfonię przyjemności dla uszu, która umila chwile nawet, gdy pracuje na zaledwie 1,500 obr./min. Muśnięcie pedału gazu pobudza bestię do życia i wydaje przy tym groźne warknięcia. Dociśnięcie silnika w końcowy zakres obrotów jest istnym orgazmem, gdyż z rur wydechowych wydobywa się charakterystyczny dla silników Lexusa dźwięk o dość wysokim tonie, przypominając nieco kultowe V10 z Lexusa LFA.

Jak każdy grand tourer, Lexus LC został stworzony z myślą o długich trasach, jadąc dostojnie, w ponadstandardowym komforcie i luksusie. Pokonywanie kilometrów za jego kierownicą to istna przyjemność. Samochód ten daje niesamowitą w frajdę podczas nabierania prędkości, a przy tym jest bardzo komfortowy. Kabina pasażerska jest tak dobrze wyciszona, że bardzo szybko można się zapomnieć z jaką prędkością podróżujemy. Gdy mamy ustawiony wysoki bieg, silnik pracuje na niskich obrotach, a z fenomenalnych głośników Mark Levinson rozbrzmiewa spokojna muzyka, bardzo łatwo można pędzić nawet 200 km/h myśląc, że jedziemy dwa razy wolniej.

Nie jest to jednak samochód do ścigania się. Jest szybki, jednak bez problemu znajdą się szybsze samochody, nawet ze znacznie mniejszą mocą. Głównym powodem tego stanu rzeczy jest waga. Lexus LC waży naprawdę sporo i można śmiało powiedzieć, że więcej niż w przypadku konkurencji. Wraz z kierowcą, samochód waży aż 2 tony, co można wyczuć podczas bardziej dynamicznej jazdy. Auto się do tego po prostu nie nadaje i staje bardzo nieprzewidywalne. To trochę tak, jakby zawodnika sumo zaprosić do jazdy figurowej na lodzie. To nie ma prawa zadziałać.

To nie jest jednak tak, że samochód nie potrafi skręcać, wpada w poślizgi, czy jest po prostu niebezpieczny do jazdy. Auto kocha szerokie łuki i jazdę po autostradach, czy lekkich górskich serpentynach. To, do czego nie został stworzony, to sportowa, szybka jazda i ciągła dynamiczna zmiana kierunku jazdy.

Dosiadając ten samochód ponownie jestem zmuszony wypomnieć mu kilka niedociągnięć, gdy już emocje z pierwszej jazdy opadły. Jest to samochód, który według cennika kosztuje grubo ponad pół miliona złotych, więc możemy już oczekiwać wykończenia na najwyższym poziomie oraz dbałości o wszelkie detale i niezauważalne szczegóły.

To co mnie irytuje w tym samochodzie, to wykończenie tylnego zderzaka. Nie jest to “eFka”, więc próżno tutaj szukać czterech końcówek wydechu w charakterystycznym ułożeniu i zamiast tego mamy bardziej tradycyjny, podwójny układ wydechowy. Zgodnie z aktualną modą, końcówki wydechu są zintegrowane ze zderzakiem, który dodaje nieco chromowanego wykończenia. Niemniej jednak paskudnie wyglądają w środku dwie małe rurki, które wypluwają spaliny. Jest to szpecący widok, który całkowicie niszczy fenomenalny efekt układu wydechowego inspirowanego koncepcyjnym LF-LC.

Nie do końca podoba mi się również wnętrze. Jego projekt jest przepiękny i całość świetnie się komponuje, jednak jak na grand tourera jest ono nieco mało praktyczne. Widać po nim, że zostało ono zaprojektowane z myślą wyłącznie o jednej osobie – kierowcy. Panel klimatyzacji, ekran oraz przełączniki systemu inforozrywki są oddzielone od pasażera specjalnym uchwytem z rączką uniemożliwiając sterowanie czymkolwiek, w tym dwustrefową klimatyzacją. Brakuje również drugiego miejsca na kubek z kawą, który zdecydowanie przydałby się podczas długich, ciągnących się godzinami podróży.

Pochwalić muszę natomiast fotele. Przejechałem za kierownicą LC 500 łącznie ponad 2000 km, z czego maksymalnie 800 km jednego dnia. Za każdym razem wysiadałem nie odczuwając zmęczenia, czy bólu pleców. Tylne siedzenia również są bardzo dobre. Z tyłu bez problemu mieści się w uchwytach isofix duży fotelik dziecięcy, a pasy umieszczone odwrotnie niż zazwyczaj, są bardzo wygodne do zapinania dziecka. Bagażnik jest znikomy, jednak 172 litry wystarczą na dwie małe walizki i kilka drobiazgów w podróż.

Lexus LC to samochód, w którym wręcz się zakochałem. Uwielbiam jego przepiękne linie i ponadczasową sylwetkę połączone z wręcz futurystycznymi akcentami. Jest to fenomenalny samochód, który jestem w stanie polecić każdemu, kto szuka niebanalnego coupe, którym można podróżować godzinami.

Aktualnie jest to jedna z najciekawszych propozycji w segmencie samochodów GT, a szczególnie jedna z najrozsądniejszych finansowo. Jego cena w wersji “wszystkomającej” to ok. 600.000 złotych, gdzie w przypadku konkurencji często jest to cena bazowa, a z porównywalnym wyposażeniem otrzymujemy kwotę o kilkaset wyższą.

Tekst i zdjęcia: Michał Śniadek

Lexus LC 500 - dźwięk silnika + nieco dymu

Lexus LC 500 – zdjęcia z naszego testu

Subskrybuj nasz nowy kanał YouTube i oglądaj videotesty:

Dodaj komentarz