Skoda Superb po faceliftingu – wrażenia po pierwszych jazdach

Do salonów wkracza odświeżony Superb. Facelifting zmienił topową Skodę jedynie kosmetycznie. I bardzo dobrze.

Skoda Superb trzeciej generacji podczas debiutu wprowadził powiew świeżości w kwestii stylistyki modeli czeskiego producenta. Nowy, agresywny wygląd z bardzo uwydatnionymi przetłoczeniami w 2014 roku wyglądał wręcz futurystycznie. Niemniej jednak żyjemy w czasach, w których facelifting jest rzeczą konieczną i Superb również taki właśnie otrzymał.

Przed projektantami stało bardzo ciężkie zadanie – odświeżyć wygląd samochodu, który w żaden sposób nie odstaje od aktualnych, znacznie młodszych modeli producenta. Jest to o tyle trudne zadanie, że w dość prosty można popsuć jego prezencję.. jak było to w przypadku Octavii 3.

Na szczęście “dali radę”. Zmiany są bardzo niewielkie, dzięki czemu Superb zachował wszystkie swoje atuty, a także otrzymał kilka odmładzających akcentów.

Największą zmianą są przednie reflektory, które teraz zostały wydłużone łącząc się z atrapą chłodnicy. Wydają się również być pomniejszone względem wersji przedliftowej, lecz jest to jedynie złudzenie optyczne. Dodatkowo teraz opcjonalnie mogą to być Matrix LED, co jest nowością w Skodzie. Z przodu mamy również przestylizowany zderzak z inaczej poprowadzonymi przetłoczeniami, dzięki czemu auto wydaje się być masywniejsze.

Gdyby nie liczyć listwy łączącej lampy, można by uznać, że zmian z tyłu nie ma żadnych. Zderzak i klapa są dokładnie takie same i zmieniono jedynie znaczki. Czy Superb dobrze się prezentuje z przeliterowaną nazwą producenta na klapie? Znacznie lepiej niż na zdjęciach.

Jeśli chodzi o wnętrze, to wszystko jest znajome. Na pierwszy rzut oka kompletnie nic się zmieniło – każdy element wygląda w sumie tak samo. Mamy taką samą deskę rozdzielczą, nawiewy, podświetlenie system inforozrywki, wyświetlacz za kierownicą, czy panel klimatyzacji.

Aby dojrzeć zmiany należy przesiąść się z wersji przedliftowej do poliftowej lub przeczytać prospekt. Wtedy w dobrze wyposażonej wersji dojrzymy ozdobne przeszycia na drzwiach, wykończenie rączki chromowanym elementem (lub czarnym w przypadku Sportline), powiększony schowek na telefon oraz system Kessy z przyciskiem zamiast stacyjki jako standard. Tak. To koniec listy widocznych zmian.

Tego czego nie widać na szczęście jest nieco więcej. Coś co najbardziej imponuje podczas jazdy w trasie jest w pełni aktywny tempomat. Odświeżony Superb potrafi teraz sam dostosowywać prędkość jazdy do warunków na drodze. Po aktywacji systemu, auto samo będzie kontrolować maksymalną dopuszczalną prędkość, hamować przed zakrętami i skrzyżowaniami, a nawet całkowicie zatrzyma pojazd, gdy dojedziemy będziemy musieli ustąpić pierwszeństwo.

System działa rewelacyjnie. Miałem okazję go sprawdzić na dystansie ok. 100 km po krętych drogach w okolicy Wiednia i za każdym razem nie zawodził. Rozpoznawanie znaków działa perfekcyjnie włącznie z tabliczkami wykluczeń dla aut ciężarowych itp. System jest na tyle zaawansowany, że nawet z wyprzedzeniem rozróżnia zakręty i stosuje optymalną prędkość do jego kąta i nachylenia informując komunikatem typu “zakręt z przodu: 75 km/h”, czy “rondo z przodu”.

Gama jednostek napędowych jest bez większych zmian. Znajdziemy w niej te same jednostki jak dotychczas w dokładnie tej samej specyfikacji. Listę otwiera 1.5 TSI o mocy 150 KM, a kończy 2.0 TSI o mocy 272 KM z napędem na wszystkie koła.

Nowością są nowe, 2-litrowe silniki diesla. Jest 2.0 TDI z dopiskiem “EVO”, czyli jeszcze niehomologowane jednostki wyróżniające się zastosowaniem rozrusznika 12V napędzanego paskiem. To powoduje, że jest to tzw. “miękka hybryda”, która wykorzystują małą baterię litowo-jonową do wspomagania układu napędowego.

Wkrótce oferta Skody Superb poszerzy się również o w pełni hybrydową wersję typu Plug-In. W tym wariancie samochód będzie miał przydomek “iV”, a za napęd odpowiadać będzie 1,4-litrowy silnik TSI połączony z silnikiem elenktycznym, które razem generować będą 218 KM.

Podczas jazd testowych większość czasu spędziłem za kierownicą czerwonego kombi w wersji Style z 2-litrowym silnikiem diesla o mocy 150 KM i z napędem wyłącznie na przednią oś. Jest to najpopularniejsza specyfikacja aktualnej generacji i decyduje się na nią ok. 50% wszystkich klientów.

Jak dla mnie, jest to całkowicie wystarczająca konfiguracja na co dzień. Nowy silnik osiąga rewelacyjne wyniki w kwestii zużycia paliwa, a przy tym jest wciąż na tyle żwawy, aby rozpędzić tę ponad 1,5 tonową szafę na kołach. Podczas jazdy w cyklu mieszanym średnie spalanie wyniosło 4,8 litra na 100 km, a przez cały dzień po pokonaniu ok. 450 km (wliczając postoje) wyniósł on ok. 5,5 l/100 km. To oznacza, że na pełnym, 66-litrowym zbiorniku przejedziemy nawet 1200 km.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić w odświeżonej Skodzie Superb, to oczywiście znajdzie się kilka rzeczy. Pierwszym zdziwieniem był brak nowych portów USB typu C nawet jak opcja. O ile w nowej Scali znajdziemy już nowe złącze (i to w standardzie), tak Superb wszędzie posiada klasyczne złącze. Nie jest to problem w użytkowaniu, jednak ogranicza możliwości zakładając, że nie planujemy sprzedać samochodu w przeciągu kilka lat.

Jako ciekawostkę muszę też nadmienić, że w Skodzie Superb zapomniano zastosować nowego wlewu płynu do spryskiwaczy. Scala wprowadziła dość innowacyjną konstrukcję gumowej końcówki, która ułatwia nalewanie, a Superb wciąż posiada tradycyjną plastikową. Wiem, to kompletna pierdółka, jednak w modelu o dwa segmenty niżej jest to w standardzie, a do Superba trzeba dokupić we własnym zakresie.

Na potrzeby sesji zdjęciowej, zabrałem na przejażdżkę wersję Sportline w topowym wariacie z 2-litrową benzyną pod maską oraz w lakierze Race Blue. Jest to konfiguracja bardzo niepasująca do Superba. W lakierze znanym z Octavii RS i z czarnymi dodatkami prezentuje się on jak zupełnie inny samochód i prawdziwa namiastka “RS”.

Na koniec muszę wspomnieć o powrocie do oferty Superba Scout. Wraz z liftingiem klienci ponownie będą mogli zakupić uterenowiony wariant tego modelu. Wyróżnia się on prześwitem zwiększonym o 15 mm, zmienionymi zderzakami i nadkolami oraz dodatkowymi osłonami podwozia. Występuje on też jedynie jako kombi, wyłącznie z najmocniejszymi silnikami, napędem na wszystkie koła i bardzo bogatym wyposażeniem.

W mojej opinii jest on kompletnie głupim pomysłem i wywalaniem pieniędzy w błoto. I nie chodzi mi o jeżdżenie samochodem po bezdrożach, tylko o Skodę, która opracowała na nowo ten wariant. Superb to model, który kupowany jest w większości (80%) przez firmy i zakładając, że osoby prywatne nie porwą się na to szaleństwo, nie widzę żadnego logicznego powodu, dlaczego którakolwiek z nich miałaby zakupić olbrzymie, na siłę uterenowione kombi. Nie rozumiałem tego w poprzedniej generacji i nie rozumiem tego teraz. Jeśli sprzedaż wyniesie 1% w skali wszystkich wersji, to uznam to za sukces.

Tekst i zdjęcia: Michał Śniadek

Skoda Superb po faceliftingu – pierwsza jazda

Subskrybuj nasz nowy kanał YouTube i oglądaj videotesty: