Hyundai Kona Premium 1.6 177 KM 4WD – stylowy i dynamiczny, ale paliwożerny

W nasze ręce trafił jeden z najnowszych koreańskich crossoverów. Oto nasz test Hyundaia Kona Premium z najmocniejszym silnikiem o mocy 177 KM.

Hyundai Kona to jeden z najnowszych modeli koreańskiego producenta. Zadebiutował w czerwcu 2017 roku i w pewnym sensie jest to następca modelu ix20, czyli małego miejskiego minivana. Jednak z poprzednikiem ma niewiele wspólnego.

Kona wyróżnia się bardzo odważnym designem. Jest to najbardziej charakterystyczny model w całej gamie Hyundaia. Widać spore inspiracje nowymi modelami Citroena i innymi europejskimi markami, jednak całość ma swój unikalny styl. Nadwozie prezentuje się bardzo nowocześnie i można nawet powiedzieć, że futurystycznie. W moim odczuciu stylistycznie jest to najciekawsza propozycja w tym segmencie.

Z przodu definitywnie dominują wąskie światła do jazdy dziennej oraz pokaźna liczba przetłoczeń. Główne światła są nieco niżej i wyglądają jakby wyłaniały się z nadkola. Mamy też pokaźną atrapę chłodnicy w kształcie tradycyjnym dla koreańskiego producenta. Z tyłu jest dość podobnie. Światła pozycyjne są wąskie i umieszczone blisko szyby bagażnika, a cały zestaw pozostałych świateł jest umieszczony na wysokości nadkola i ponownie otoczony szarym plastikiem. Nie jest to jakiś szczyt kunsztu projektowania samochodu, jednak bardzo przykuwa wzrok przechodniów.

W przypadku wnętrza jest podobnie. Jego projekt jest nowoczesny i może się podobać, szczególnie decydując się na pakiet skórzany z limonkowym wykończeniem. Wszystkie elementy są tam gdzie byśmy się ich spodziewali. Obsługa jest prosta i intuicyjna. Niemalże wszystko obsłużymy za pośrednictwem centralnego wyświetlacza, panel klimatyzacji jest tradycyjny, a zegary za kierownicą są dokładnie takie, do jakich przywykliśmy.

Jakość wykończenia nie stoi na specjalnie wysokim poziomie. Samo spasowanie średniej jakości plastików jest dość dobre, jednak dziwi mnie, że wiele elementów konstrukcyjnych jest na wierzchu. Tuż obok fotela możemy zobaczyć elementy z niezamaskowanymi mocowaniami i ostrymi krawędziami. Dostęp do nich nie jest zabezpieczony i bez problemu można tam włożyć rękę.

Nie do końca rozumiem też projekt kierownicy w Konie. Przycisków jest o wiele za dużo. Nie jest ich może przesadnie dużo na tyle, że można się zgubić, który jest od czego, jednak wiele z nich można było inaczej rozwiązać. Dziwi mnie fakt, że przełącznik od głośności posiada zintegrowane wyciszanie po wciśnięciu, a identyczny przełącznik od komputera pokładowego po drugiej stronie musi mieć osobny przycisk OK poniżej.

Fotele nie są jakoś specjalnie dobrze wyprofilowane i nie posiadają zaawansowanej regulacji. Muszę jednak przyznać, że są wygodne. W mieście i podczas wyjazdów na przedmieścia sprawdzają się bardzo dobrze. Nawet długa, 500-kilometrowa trasa nie powoduje dużego dyskomfortu i zmęczenia.

Z tyłu kanapa jak kanapa. Komfort na dość przeciętnym poziomie, podobnie jak ilość miejsca. Drugi rząd to rozwiązanie dla maksymalnie dwójki dorosłych, którzy środkowe miejsce mogą zastąpić podłokietnikiem. Dostępne są oczywiście uchwyty isofix do montażu fotelików dziecięcych.

Największym rozczarowaniem był bagażnik. Jego pojemność wynosi 361 litrów i jest to wartość gdzieś w środku tego segmentu, jednak zaaranżowanie przestrzeni mogłoby być znacząco lepsze. Na ściankach znajdziemy wyłącznie jeden uchwyt na torbę z zakupami oraz małą lampkę. Brakuje gniazdka 12V, bocznych kieszeni oraz dodatkowych mocowań. Plusem jest organizer pod podłogą, jednak przydałby się jakiś zaczep, aby unieść i zablokować podłogę, co ułatwiłoby pakowanie o niego rzeczy.

Ten wpis posiada więcej niż jedną stronę:

Subskrybuj nasz nowy kanał YouTube i oglądaj videotesty: